Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominikana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominikana. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 maja 2013

Wczorajszy rowerowo-pieszy wypad z Dominikiem podsunął mi pomysł, aby wykorzystać zapał mego syna do rowerowych wędrówek do moich własnych, niecnych celów. Następnym razem, czyli zapewne dziś, zakładam adidasy i zaczynam jogging obok mocującego się z pedałami syna. Przyjemne z pożytecznym!

niedziela, 12 maja 2013

Śnieg białych płatków wiśni strąconych przez podmuch wiatru.

W końcu przyzwoite naleśniki i śniadanie celebrowane z Domkiem do 11stej.

Pierwsza przejażdżka Domka na rowerze i chyba właśnie widziałam narodziny nowej pasji mego syna, ku mej uciesze osobistej!!!

Odkrywanie z dzieckiem świata na nowo- zachwyt nad śpiewem ptaków, małą gąsieniczką pełzająca po ręce. Dominik pobiegł za białym motylem. Cudne chwile, sam na sam, kiedy dziecko prosi o ciszę, bo chce posłuchać ptasich trelów.

Placek z rabarbarem. Tłuste placki ziemniaczane popijane zimnym mlekiem.

Decyzja powzięta- sadzimy z Monią własne cukinie i patisony!!!

sobota, 16 kwietnia 2011

Pies, Michałek albo Maciuś i drobna refleksja o savoir vivre

Plac zabaw to zaiste pole walki rodziców na najgrzeczniejsze, najmądrzejsze i najbardziej ułożone dziecko. Grzebaliśmy się dziś z Domkiem w piachu, robiąc babki i budując autostrady (gdyby zależało to od nas obojga, już bylibyśmy co najmniej Niemcami). Słoneczko przygrzewa, nic więc dziwnego, że wkrótce zewsząd zaczęli napływać nowi fascynaci zabaw spod herbu łopatka i wiaderko.

Przykleił się do nas Michaś albo Michałek (nazwijmy go tajemniczo M. bo za cholerę nie pamiętam imion dzieci innych niż moje), który przywędrował do piaskownicy z babcią. Zaczęły się standardowe pytania, po to tylko, aby sama pytająca mogła na nie odpowiedzieć. A wszystko je, bo nasz ma alergię; a jaki on duży, nasz też wysoki; a idzie do przedszkola, bo nasz zapisany w Grabówce? Takie tam klasyczne podwórkowe pierdu- pierdu, które zawsze mnie zniechęca z marszu do rozwijania tematu. Domek zupełnie nieprzejęty dalej klepie piasek, tym razem ze współtowarzyszem, który najwidoczniej memu synowi po prostu przeszkadzał. Więc raz mu się dostało z łopatki, raz został delikatnie obsypany piaskiem, ale oczywiście nic, co mogłoby wskazywać, że mam jakieś niezwykle niegrzeczne dziecko. No i się zaczęło. Tak, rodzice powinny dbać o dyscyplinę, tłumaczyć, itp., itd. Po chwili, zarówno ja jak i mój syn mieliśmy dość tych sztywniaków. Domek odseparował się wyskakując za piaskownicę, a ja za nim, bo nagle na placu zabaw pojawiły się dwa psy, bez smyczy (oczywiście z obrożami). Zgrzało mnie to na maksa, bo takie akcje to już naprawdę przegięcie. Szczęście Domek postanowił, że już dość tych głupich zabaw i zażądał stanowczo powrotu do domu, ale jeszcze chwila ,a rozpętałaby się burza z wlaścicielami psów. M. oraz jego babcia też wyruszali w drogę powrotną. Babcia nakazała wnuczkowi, aby "ładnie się pożegnał z kolegą", więc M. przestraszony wyciągnął dłoń, na co Dominik zareagował zupełną obojętnością. "Synku, pożegnaj się z .... chłopcem. Tak nieładnie." "Nie"- odpowiedział Domek i zakręcił się na pięcie. " No cóż, takie są czasem dzieci"- odparła z wyrozumiałością babcia, dumna, że jej wnusio przejawia przynajmniej podstawy dobrego wychowania.

Początkowo było mi głupio i z lekka zganiłam Domka, ale po dłuższej chwili stwierdzam, że nie miałam racji. Dlaczego zabijać w dzieciach ich prostolinijność i od małego wtłaczać w te społeczne, sztuczne ramy, które stwarzamy sobie, aby nie zwariować? Ten cały M. nie spodobał się Domkowi, od razu było widać, że nie odbierają na tych samych falach, wiec po co się z nim w ogóle kumać i udawać, że jest git? Przyznacie, że godne przemyślenia.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Handy Manny

"Maniek Złota rączka" to jedna z kilku obowiązkowych pozycji bajecznych Domka. Po krótce, Maniek to chyba jakiś meksykański imigrant (bo co chwila wtrąca hiszpańskie słówka) zajmujący się naprawami najróżniejszych awarii. Bohaterami bajki, na równi z Mańkiem, są jego narzędzia- młotek, kombinerki, wkrętaki, klucz francuski, miarka i może coś jeszcze, nie pamiętam. Bajeczka jest ok, dla pilnych dzieci może być nawet  źródłem wiedzy (nauka hiszpańskiego). Maniek to sympatyczny gość pomagający szeroko pojmowanemu społeczeństwu. Nigdy się nie złości, ma mnóstwo świetnych pomysłów, a dla tzw. amerykańskich meksyków jest przykładem, że nawet mniejszość, choć politycznie zmarginalizowana, może sobie dać radę w kapitalistycznym kraju nie tylko kradnąc, ale poprzez uczciwą i dającą satysfakcję pracę. Ale już zmierzam do puenty. W jednym z odcinków, które niechybnie oglądam czasem z Dominiczkiem, jeden z przyjaciół Mańka przyniósł narzędziom, w nagrodę za ich dobrze wykonaną pracę, ich przysmak (!!!!)- mrożony jogurt. Pierwsza rzecz, jaka mnie uderzyła, to myśl, że jest to całkowicie bezsensowne. NARZĘDZIA JEDZĄCE JOGURT, I JESZCZE MROŻONY? Od razu wydało mi się to kompletną bzdurą. Ale zaraz kolejna refleksja- przecież te narzędzia gadają i mają oczy, więc czego ja się w ogóle czepiam?

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wychowanie

Od rana "mama" milion dwieście tysięcy razy. W różnym natężeniu, w najróżniejszych konfiguracjach: pojedynczo, w zbitkach po 3-4.


Domek (pokój): Maaaamaaaa!!!
Mama (łazienka): Nie ma mnieee!
D.: Nie?
M.: NIE!
D.: Hmm...
 
Wychodzę do pracy, wsiadam do auta, nie włączam muzyki- nareszcie cisza sza....
 
...
 
Od kilku dni wieczorne czytanki to tylko Kaczka Dziwaczka- kilka razy pod rząd.

Mama: "Aż wreszcie znalazł się kupiec- na obiad można ją upiec..."
Domek: "Mama, NIE, nu nu nu nu"
M.: "Kucharz jak należało starannie, piekł kaczkę w brytfannie..."
D.: "Maaamaaa, pan nu nu nu nu nu".

Kaczka z moich starych zapasów, rok wydania 1984, a tak pięknie wygrywa z grającymi "Carsami" nowej generacji.