Poranek mokry, rzęsiście ulewny, spływający strugami po szybach auta. Stoję na czerwonym, przez przejście przechodzi młoda dziewczyna. Szarość otoczenia rozświetla parasolem we wszystkich kolorach tęczy. I tylko ten Kotzen wydziera się z płyty: "ain't no cure for suicide mind"...
czwartek, 6 maja 2010
sobota, 1 maja 2010
Piaskownica
Wydaje nam się, że czas, gdy byliśmy młodsi i ganialiśmy po podwórku, był czasem zupełnej beztroski, zabawy, słodkiego lenistwa. Też tak sądziłam. Do chwili gdy zaczęłam z Domkiem bywać na dzielnicowym placu zabaw, który w godzinach popołudniowych roi się od dziewczynek i chłopców "beztrosko" marnotrawiących swój wolny, "poszkolny" czas. Otóż okazuje się, że plac zabaw to tak naprawdę pole walki, nieraz nawet dosłownej gdy w ruch idą patyki i sypany garściami piasek. W głównej mierze jest to jednak pole walki społecznej, próba odszukania swojego miejsca w małym społeczeństwie podwórkowym.
Wystarczy jedna chwila, by zauważyć, która dziewczynka z gangu rządzi, a której nie lubią koleżanki. Niektóre z nich to najzwyklejsze "robotnice" noszące za królową jej manatki, inne sprzeciwiają się systemowi nagminnie negując władzę monarchini. Bywa też ruch oporu, chowający się gdzieś pod zjeżdżalnią. Są też bystre obserwatorki nie biorące udziału w tej całej aferze, przyglądające się z boku szare myszki z pluszowymi zabawkami w ramionach. Generalnie zasadą jest również to, że pozycja społeczna może być szybko zachwiana, gdy w grę wchodzą łapówki w postaci cukierków bądź innych łakoci. Prestiż podnosi także posiadanie np. komórki. Albo jeszcze lepiej ... chłopaka. Tylko że podwórkowe miłostki bywają niezwykle niestałe. Na przykład wczorajszy amant "zaliczył" trzy dziewczynki nim zszedł z drabinek.
Dzieci w piaskownicy dzielą się za sobą najróżniejszymi informacjami, częściowo zasłyszanymi w domu, których treści nie rozumieją, albo wręcz przeciwnie, po swojemu ją interpretując. Dowiedziałam się wczoraj, że na świecie bywa tak, że czasem chłopiec kocha chłopca, a dziewczynka dziewczynkę, ale nie mi w tym nic złego- takie życie.
I w tym całym rozgardiaszu podwórkowym, w tej całej walce o władzę i przywództwo plącze się mały Dominik. Z zachwytem obserwuje zjeżdżające na ślizgawce dzieci, włazi na drabinki podpatrując resztę towarzystwa, dzieli się swoimi zabawkami, pokazuje dzieciom z ekscytacją lecący samolot. Za mały jeszcze na te personalne rozgrywki, na razie bacznie się przygląda. Gdzie zajmie miejsce? Czy będzie prowodyrem czy popychadlem? Czy będzie zalotnikiem czy nieśmiałym chłopaczkiem z sąsiedztwa? Czas pokaże gdzie zaprowadzi go piaskownica.
I w tym całym rozgardiaszu podwórkowym, w tej całej walce o władzę i przywództwo plącze się mały Dominik. Z zachwytem obserwuje zjeżdżające na ślizgawce dzieci, włazi na drabinki podpatrując resztę towarzystwa, dzieli się swoimi zabawkami, pokazuje dzieciom z ekscytacją lecący samolot. Za mały jeszcze na te personalne rozgrywki, na razie bacznie się przygląda. Gdzie zajmie miejsce? Czy będzie prowodyrem czy popychadlem? Czy będzie zalotnikiem czy nieśmiałym chłopaczkiem z sąsiedztwa? Czas pokaże gdzie zaprowadzi go piaskownica.
piątek, 23 kwietnia 2010
Kwiecień :(
Słońce, deszcz, słońce, śnieg. I niech ktoś mi powie, że klimat się zmienił, skoro kwiecień po staropolsku wciąż jest plecień. Cóż za powitanie dzisiejszego ranka- zawiało chłodem przeraźliwym, wspomnieniem jesiennym. Słońce oszukuje wiosennie. Domek gorączkuje. Nika jak zwykle tęskni za nie wiadomo czym.
Wczoraj zaczęłam zgrywać wokale na nasze zespołowe demo. Tym razem będzie to całkowicie profesjonalne, więc denerwuję się, by wszystko wyszło jak należy. Trzymajcie kciuki.
niedziela, 18 kwietnia 2010
Prostota ducha?
Czy wątpienie albo niewiara określa mnie jako gorszego człowieka? Człowieka mniej wartościowego, błądzącego, mniej rozumiejącego, mniej kochającego? Przecież to właśnie wątpienie pozwala myśleć, rozważać, uczyć się, szukać. Czyż traktowanie tego życia jako jedynego nie nadaje mu właśnie większej wartości, większej powagi i uwagi? Zmagam się z kwestiami mnie przerastającymi.
I dzisiaj na mszy w cerkwi, w której nie byłam od lat kilku, rozmyślałam o wspólnocie i prostocie, jaką daje kościół. I doszłam do optymistycznego wniosku, że zarówno wierzącym, jak i nie, chodzi przecież o to samo: żeby było dobrze. A osiągnąć to da się jedynie czynami, a nie pobożnymi życzeniami. Wszyscy przekuwamy energię naszych myśli w praktyczne rozwiązania. Dobre myśli. Dobre myśli i dobra energia. Modlitwa to wysyłanie dobrej energii. I nie potrzeba do tego symboli i pokłonów, krzyży, ikon, procesji, ani całej tej nadętej wierchuszki przekonanej o swojej nad- wierze.
Czy rozwiązanie rzeczywiście jest aż tak proste?
czwartek, 15 kwietnia 2010
Mówię dość ...
Mówię dość ponuractwu jakie się wdało w tego bloga przez zimę. Nadszedł czas na zmianę szablonu, co mam nadzieję natchnie mnie do częstszego zaglądania tutaj ku swojej i być może Waszej uciesze. Pomimo żałoby uśmiecham się do siebie. Warto!
P.S. Tak mniej więcej wygląda moje służbowe biureczko, tylko zwykle stoi na nim więcej kubków. Raz doszło do absurdu, gdy na niewielkim pracowniczym poletku ustawiły się w rządku kubki z : czarną kawą, zieloną herbatą oraz szklanica z wodą, a do tego wszystkiego talerz z niedojedzoną sałatką. Chaos w głowie ... .
P.S. Tak mniej więcej wygląda moje służbowe biureczko, tylko zwykle stoi na nim więcej kubków. Raz doszło do absurdu, gdy na niewielkim pracowniczym poletku ustawiły się w rządku kubki z : czarną kawą, zieloną herbatą oraz szklanica z wodą, a do tego wszystkiego talerz z niedojedzoną sałatką. Chaos w głowie ... .
niedziela, 11 kwietnia 2010
Cisza
To zadziwiające, a może znamienne, a właściwie to nie wiem nawet jaką interpretację wypadałoby temu nadać, ale niemalże na żadnym blogu, jaki śledzę, nie było ani jednej wzmianki o tym, co się wydarzyło. Cisza. Chyba tylko tyle wystarczy.
A życie paradoksalnie toczy się dalej.
Ironia życia jest zaskakująco przerażająca..
wtorek, 30 marca 2010
Ucho, gardło, nóż
Mieliśmy wczoraj po raz kolejny okazję oglądać sztukę wystawianą przez Teatr Polonia, który w osobie Krystyny Jandy zagościł w białostockich dramatycznych progach. Sztuka "Ucho, gardło, nóż" wg Vedrany Rudan to świetny tekst okraszony świetnym aktorstwem. Historia Tonki Babic, Serbki która na swoje nieszczęście znalazła się w samym środku bałkańskiego piekła, to słodko gorzka opowieść o tym, co wojna potrafi zrobić z człowiekiem- rozbić go psychicznie, zdeprawować, zniszczyć moralnie, a wszystko to w imię sztandaru i bliżej nieokreślonych idei. Zachwycająca Janda w mistrzowski sposób interpretująca niezwykły tekst, w jednej chwili od śmiechu doprowadza do łez i smutnych refleksji. Tak jak w życiu.
Polecam.
niedziela, 28 marca 2010
Kawowa niedziela
Najpierw babka z syropem kawowym robiona z nieocenioną pomocą Dominika (Domek w kawowym cieście- bezcenne), potem wycieczka za miasto do rodziców i nieodłączna kawa z mlekiem pita na łonie natury - smak nie do powtórzenia, zwłaszcza z rodzącą się do życia wiosną w tle. Senno- spokojna atmosfera sielskości mnie dopadła i tak się ciągnie teraz przy martini i przy Hansome Boy Modeling School.
piątek, 26 marca 2010
DeMorela śpiewa i walczy!!!!
Kto ma ucha, niechaj słucha. Moi przyjaciele dostali się do programu "Śpiewaj i walcz"- eliminacji do opolskich debiutów. Koniecznie musicie ich posłuchać i zagłosować. Nie ma innej możliwości!
Pozwólmy wreszcie przebić się prawdziwej muzyce i utalentowanym muzykom z duszą.
Wyślij sms o treści 2 pod 7120
Subskrybuj:
Posty (Atom)