środa, 13 maja 2009

O tym, że człowiek nieustannie się uczy

Czas: Późne popołudnie
Miejsce: Przystanek


Wracając ze spaceru z moim synkiem, który już właściwie drzemał w wózku, przechodziłam obok przystanku autobusowego. Nagle z ławeczki podniosła się babuleńka w ciężkich, rogowych okularach, na oko około osiemdziesiątki, i skulona podpierając się na laseczce wolniutko podeszła w moim kierunku.
Przekonana, że Pani -Babcia będzie chciała abym pomogła jej odczytać rozkład autobusów, względnie zapyta o drogę, zupełnie nie spodziewałam się tego, co mnie za moment spotkało. Babuleńka bowiem, ni stąd ni zowąd, zapytała w te słowy:
- Czy wie Pani, kiedy najlepiej jest zajść w ciążę?
Pomimo, iż pytanie było raczej bezprzedmiotowe, biorąc pod uwagę fakt, że pchałam wózek z własnym synem, zbita całkowicie z tropu postanowiłam wysłuchać Pani- Babci.
- Najlepiej jest dwa dni przed miesiączką, bo plemniki żyją 48 godzin i wtedy zostają w macicy.- dokończyła swój wywód babuleńka.
Podziękowałam pięknie za lekcję biologii i ruszyłam zdziwiona w dalszą drogę. Co tu kryć- całkowicie mnie zatkało. W życiu bym się nie spodziewała, że taką wiedzę przekaże mi posunięta w wieku emerytka.

poniedziałek, 11 maja 2009

Wiosenne nie-porządki

Wiosna przyszła, pyszni się i ubiera na zielono, a mi uciekają pomysły na posty, bo nie mogę się zmusić, by je w porę zapisać. Moje czytelnictwo kuleje, piętrzy się sterta nieuprasowanych ubrań, obiady podjadamy u teściowej. Tak! Bezspornie zaczął się cieplejszy okres roku, który rozleniwia i uniewrażliwia na wszystkie obowiązki domowe. Wolne chwile wolę poświęcać Dominiczkowi, który po zapoznaniu się z obsługą chodzika, dzielnie przemierza mieszkanie i podwórko dziadków. A ile sprawia mu to radości! Stał się samodzielnie mobilny, co ni mniej ni więcej oznacza, że coraz częściej powtarzam "Dominik! Nie wolno!", a on nawet czasem się słucha :)

piątek, 10 kwietnia 2009

Francesca Woodman

Trafiłam dziś z rana na świetne zdjęcia fotografki Francesci Woodman. Choć tworzyła krótko, bo popełniła samobójstwo w wieku 22 lat, jej prace są niezwykłe- trochę dziwne, niepokojące. Ciało ginące w tle otoczenia, rozmazane, jakby było i nie było go zarazem, uwikłane pomiędzy istnieniem i niebytem. Kobiety smutne, zaplątane w rzeczywistości, poszukujące, zdradzone. Znakomite. I niezwykle wymowne.





czwartek, 9 kwietnia 2009

Melancholijnie

Szczególna rzecz - mówił. - Każdy ptak w górze i każdy człowiek na ziemi wyobraża sobie, że idzie tam, dokąd chce. I dopiero ktoś stojący na boku widzi, że wszystkich razem pcha naprzód jakiś fatalny prąd, mocniejszy od ich przewidywań i pragnień. Może nawet ten sam, który unosi smugę iskier wydmuchniętych przez lokomotywę podczas nocy?... Błyszczą przez mgnienie oka, aby zagasnąć na całą wieczność, i to nazywa się życiem.
.
"Lalka" Bolesław Prus

środa, 8 kwietnia 2009

A Little Bit of Green


.
.
New post on Healthy Selfishness - feel free to check it out.

Jedziemy ... samochodem

Ostatnio sporo jeżdżę autem, bo przecież zapomniałam się pochwalić, że takowe już posiadam. Swoje, na własność, pierwsze autko w życiu. Więc rozjeżdżam się nim na prawo i lewo, smakując swobodę i niezależność. Staram się nie myśleć o zanieczyszczeniu powietrza, efekcie cieplarnianym i druzgocącym wpływie braku ruchu dla mojej kondycji fizycznej.
.
Wracając jednak do głównego wątku, to pomykając ulicami miasta nieuniknione jest postojowe w korkach. A wtedy, zauważyłam, bardzo lubię spoglądać w lustereczko obserwując kierowców w aucie za mną. Czegóż to ludzie nie wymyślą dla zabicia nudy. Można się umalować (jak to czynię nieraz i ja), można podłubać w nosie, sprawdzić stan uzębienia, przeczytać akapit książki bądź gazety, można porozmawiać ze współpasażerem, albo wręcz przeciwnie, ostentacyjnie się do niego nie odzywać.
.
Ja mam własny, niezawodny sposób na korki. Kiedy jadę z synkiem, po prostu się do niego odwracam i gadamy sobie- ja po ludzku, on po niemowlęcemu, ale zawsze się jakoś dogadujemy co sprawia nam obopólną radość. I możemy sobie tak stać choćby i pół godziny, bo z takim towarzyszem nie straszne mi choćby i najdłuższe korki.

niedziela, 29 marca 2009

Corner of the Earth

Wszystko, co stworzy Jamiroquai po prostu do mnie przemawia. A dziś "Corner of the Earth" szczególnie. Bo przecież idzie wiosna, wkrótce wszystko się zazieleni i pewnego pięknego, słonecznego dnia, ni stąd ni zowąd, poczuję to, o czym śpiewa Jay Kay.
"Nature's got me high and its beautiful.
I'm with this deep eternal universe
from death until rebirth".
.
.
Little darlin' don't you see the sun is shining
Just for you, only today
If you hurry you can get a ray on you,
come with me, just to play
Like every humming bird and bumblebee
Every sunflower, cloud and every tree
I feel so much a part of this
Nature's got me high and it's beautiful
I'm with this deep eternal universe
From death until rebirth
.
This corner of the earth is like me in many ways
I can sit for hours here and watch the emerald feathers play
On the face of it I'm blessed
When the sunlight comes for free
I know this corner of the earth it smiles at me
.
So inspired of that there's nothing left to do or say
Think I'll dream, 'til the stars shine
The wind it whispers and the clouds don't seem to care
And I know inside, that it's all mine
It's the chorus of the breakin' dawn
The mist that comes before the sun is born
To a hazy afternoon in may
Nature's got me high and it's so beautiful
I'm with this deep eternal universe from death until rebirth
,
You know that this corner of the earth is like me in many ways
I can sit for hours here and watch the emerald feathers play
On the face of it I'm blessed
When the sunlight comes for free
I know this corner of the earth it smiles at me

wtorek, 24 marca 2009

Przesilenie z nasileniem

Kochani, czy to normalne? Że ta zima taka długa, że słońca brak, że wszyscy smarkają i kaszlą, że dopada nas ogólny brak woli do wszystkiego? Cierpię na brak pomysłów, zapadam się w szarą rutynę, by przetrwać ten nieludzki czas zawieszenia pomiędzy zimą i wiosną. Czasem tylko, jak w sobotę, umilę sobie życie wypiekiem- tym razem przepysznym ciastem cytrynowym. Tak objeść się cytrusowo dla zabicia smaku tej okropnej aury.
.
Czasem jednak, pomimo prób pozytywnego nastawienia się, misternie budowaną iluzję optymizmu zburzyć potrafi jeden telefon. Całkiem przed momentem bowiem zadzwonił do mnie agent z towarzystwa emerytalnego, rozszczebiotanym głosem proponując za jedyne 19,90 miesięcznie (które nota bene sami sobie pobiorą z mojego konta) ubezpieczenie na wypadek mojej śmierci wskutek nieszczęśliwego wypadku, także komunikacyjnego. Jeśli się zdecyduję, moi bliscy dostaną nawet do 105 tysięcy złotych na osłodzenie sobie życia po stracie. Ponieważ ubezpieczenie działa 24 godziny na dobę, nie jest ważne czy kopnę w kalendarz za dnia, czy porą nocną. Na pytanie, czy jestem zainteresowana, odparłam że nie.
- A dlaczego?- zapytuje nienaturalnie wesołym głosem pan agent.
- Bo nie przewiduję w najbliższym okresie swojej śmierci- odpowiadam.
- Ale przecież to się może zdarzyć w kazdej chwili- ripostuje pan agent.
.
I tym przemiłym akcentem kończę na dziś. Może zobaczymy się jutro. Może :)

piątek, 13 marca 2009

piątek, 6 marca 2009

Po poradę

W szpitalnych zaleceniach nakazano Dominikowi odwiedzenie paru poradni, by całkowicie zakończyć leczenie. Po miesięcznym oczekiwaniu odwiedziliśmy wczoraj neurologa i nefrologa. Wizyty, na całe szczęście, okazały się dość przyjemne w skutkach, bowiem na tym właściwie zakończyliśmy odwiedzanie przybytków NFZ. Ale stwierdzić muszę, że polska służba zdrowia nie dość, że biedna to jeszcze okropnie brzydka jest. Pokoje, w których przyszło nam wizyty odbywać biły brzydotą niesamowitą. Stare meble, zakurzone firanki, ściany w kolorach żółto- sraczkowatych, wykładziny, które nawet gdy były nowe, przygnębiały kolorami, a wszystko to oświetlone jarzeniówkowym blaskiem dają niewiarygodnie dołujące odczucia. Praca w takim miejscu, choćby najbardziej lubiana, musi w końcu zacząć dobijać psychicznie. W każdym bądź razie moje poczucie estetyki zostało wczoraj boleśnie zachwiane. I tak miło było wrócić do domu, gdzie nawet te resztki remontów niedokończonych drażniących mnie nieustannie nie były w stanie przyćmić tego porządku i piękna wnętrz, w jakich mieszkam.