środa, 15 października 2008

Był sobie raz...

Był sobie raz premier, prezydent i samolot... . Nie wątpię, że niedługo zaczną krążyć takie dowcipy parafrazujące legendarne kawały o Rusku, Niemcu i Polaku. Szkoda tylko, że w tamtych Polak zawsze wychodził z absurdalnych opresji. Tym razem niestety wszyscy jesteśmy przegrani. Oglądam właśnie jednym okiem szczyt rady Unii Europejskiej i jestem zażenowana. Prezydent przeszedł się wokół stołu, poklepywał wszystkich po plecach zapewne nie rozumiejąc co mają mu do powiedzenia, usiadł na krześle i wlepił wzrok w horyzont. Wygląda zupełnie jak z innej bajki, na przykład "Jeden krasnoludek i szczyt".

wtorek, 14 października 2008

MariaAwaria


Maria Peszek pieprzy intymnie na swojej płycie i raz po raz zaskakuje odkrywczym zlepkiem słów. Bardzo przyjemnie przemyślane, zgrabnie zaaranżowane. Podoba mi się ta niekonwencjonalność.
.
Promocji płyty towarzyszyło kilka wywiadów z artystką, m.in. w Kulturze (dodatku do Dziennika), w Wysokich Obcasach i Przekroju. Mnóstwo w nich indywidualności Marii Peszek. Przyjemnie się czytało inteligentne i szczere wyznania, zamiast standardowych farmazonów, które serwują nam przy podobnych okazjach inni artyści.
.
Warto posłuchać.

poniedziałek, 13 października 2008

Gadanie i śpiewanie

Uaa, aau, U! Do repertuaru krzyków, płaczu i postękiwań mój syn 8 października dodał spółgłoski. Nieoczekiwanie dla nas, nagle zaczął się uśmiechać jak szalony i gugać. Co prawda nic a nic nie rozumiemy z tego, co chce nam przekazać, ale ponieważ zwykle "gadając" jest w dobrym humorze, mniemamy, że są to raczej rzeczy pozytywne.
.
Pewnie każdy ma piosenki, które kojarzą mu się z jakimś okresem bądź chwilą w życiu. Piosenki zespołu La Bouche niechybnie zawsze będą mi się kojarzyły z pewnymi wakacjami, świetna płyta Beady Belle "CEWBEAGAPPIC" z troszkę smutniejszymi chwilami, "Dynamite" Jamiroquaia z szalonymi wycieczkami rowerowymi, a płyta Duffy z samochodowymi, ciążowymi wypadami na wieś. Z dzieciństwem mego malucha zdecydowanie z kolei kojarzyć mi się będzie piosenka "Unforgettable" Nat King Cole'a, gdyż niemal codziennie śpiewam mu ją gdy marudzi przy zasypianiu. I dodam, że czasem udaje mi się nią ukoić Dominika :)

wtorek, 7 października 2008

Urodzinowo ??

Moje tegoroczne urodziny zdecydowanie różniły się od poprzednich. Zamiast skupić się na sobie, sprawić sobie urodzinowy prezent w postaci szalonych zakupów czy dyskotekowo- alkoholowych harców, od rana do wieczora byłam w chwalebnej służbie Matki Polki (czytaj: mój dzień nie różnił się niczym od poprzednich). Żeby nie stosik nowości wydawniczych i płytowych, który dostałam w prezencie, w zasadzie w ogóle nie zauważyłabym, że jestem o rok starsza. Zastanawiam się teraz, kiedy w końcu skonsumuję smakowite lektury. A jest co czytać: "Senność" Kuczoka, "Balzakiana" Dehnela i "Ręka mistrza" Kinga. Dobrze, że obowiązki domowe pozwalają na słuchanie w międzyczasie muzyki, więc delektuję się Amy Winehouse i wsłuchuję w Marię Peszek.

poniedziałek, 6 października 2008


Październikowy park pachnie wilgocią i opadłymi liśćmi. Jeszcze niby zielony, ale już skrzący się gdzie niegdzie złotą jesienią, przyciaga swą tajemniczością. Wędrujemy z Dominikiem wąskimi alejkami. Ja napawam sie ciszą i układam myśli, on pochrapuje w wózku ciesząc się błogą bezczynnością.
.
Park przyciąga. Ławeczki okupują staruszkowie w beretach, z laskami, patrzący szklanym wzrokiem w ten jesienny, tajemniczy krajobraz. Co sprawniejsi przemierzają nieśpiesznym krokiem zabłocone alejki. Niedługo zaczniemy mówić sobie "dzień dobry", wszak widujemy się niemal codziennie. Jesień życia mija życie w rozkwicie. Krąg natury się zamyka.
.
Wracam zawsze w niezwykłym nastroju- optymizm nasycony ogromną dawką wdzięczności za te drobiazgi, którymi mogę się cieszyć. Jeszcze.

piątek, 3 października 2008

Uwielbiam ciszę. Pozwala na skupienie, poukładanie myśli, na marzenia. Uwielbiam kawę latte. Delikatna w smaku, rozkosznie pobudza. Zakopać się w kocu i pijąc gorącą herbatę z cytryną pożerać wciągajacą lekturę, za nic mając szalejącą za oknem jesień. Celebrowanie drobnych zwyczajów jest jedną z największych przyjemności w życiu.
.
Szkoda tylko, że niemal ze wszystkich musiałam zrezygnować na rzecz Małego Człowieka. Te 60 cm, które powiłam, jest tak absorbujące i wymagające, że oddawanie się rozkoszom dawnego życia stało się w większości przypadków niemożliwe. Zaskakująco jednak, człowiek szybko się adaptuje, a instynkt macierzyński każe pokochać mimo wszystko tę "małą udrękę". I zmienić swoje upodobania. Gdy szczęśliwa ukołyszę w końcu Dominika, który zaśnie snem sprawiedliwie nakarmionego, zaskakująco po 2-3 godzinach zaczynam tęsknić za jego żywym spojrzeniem i rozsyłanymi nieświadomie uśmiechami. Zdenerwowanie spowodowane nieznośnym zachowaniem rzeczonego mija jak ręką odjął, gdy tylko zastosuje jedną ze swych śmiesznych min. Niezbyt przyjemne chwile przewijania umilamy sobie rozmową, a raczej moimi opowieściami o znajdujących się na pieluszkach obrazkach najróżniejszych zwierzątek i postaci. (Swoją drogą to był naprawdę niezły pomysł by ożywić nudne pieluchy). Pomimo wszelkich niedogodności wytwarzamy sobie symbiozę- wszak pozostaniemy razem na bardzo długo.

poniedziałek, 29 września 2008

Paradoks

Dzisiaj mijają 4 tygodnie od kiedy w naszym życiu pojawił się Dominik. Czas więc na chwilkę podsumowań, chociaż chroniczne niewyspanie nie pozwala na długotrwałe skupienie na czymkolwiek, a tym bardziej na pisarski wysiłek intelektualny. Domyślam się też, iż pisanie tego postu zostanie przerwane co najmniej kilkakrotnie z przyczyn całkowicie ode mnie niezależnych :).
.
Przede wszystkim dochodzę do wniosku, że życie z małym dzieckiem to niezwykły rodzaj paradoksu. Wpada się bowiem w specyficzny rodzaj rutyny, który nazwałabym "rutyną chaosu". Wygląda to mniej więcej tak, że wiadomo co się zdarzy i co trzeba będzie zrobić, ale niestety nie wiadomo kiedy, gdzie i jak się to stanie. Zawsze trzeba być w pogotowiu, tak więc zaplanowanie sobie jakichkolwiek innych zajęć niż obsługa małego człowieka, jest z góry niemożliwa. Dość powiedzieć, że 300- stronicową książkę, którą w normalnych okolicznościach (choć teraz należy przyjąć już inną definicje normalności i pożegnać się z dawną na baaardzo długo) pożarłabym w ciągu 2 dni, teraz czytałam dwa tygodnie. Koniec końców w ten oto sposób saga o Wiedźminie ciągnie się niemal jak sławetna "Moda na Sukces". Takim też sposobem moje, teraz już wiem, że całkowicie futurystyczne plany przeczytania zaległych lektur już w pierwszych tygodniach września, spaliły na panewce.
.
Dla kogoś do tej pory tak szczęśliwie egoistycznego jak ja, zrezygnowanie z przywileju dowolnego dysponowania własnym czasem wolnym jest totalną udręką. Może nie zgodziłabym się z Chylińską, która w pierwszych tygodniach po porodzie napisała felieton pod wiele znaczącym tytule "Macierzyństwo to ściema", ale nie da się ukryć, że wymaga to wielu wyrzeczeń, z których człowiek nie do końca zdaje sobie wcześniej sprawę. Przyznaję, że zdarza mi się tracić cierpliwość. Brak organizacji jest chyba teraz moją największą bolaczką. Rośnie stos nieprzeczytanych gazet, nieobejrzanych filmów, a kiedy już znajdę chwilę, w której teoretycznie mogłabym się oddać wyżej wymienionym rozrywkom, mój organizm krzyczy: "Śpij, bo się zabijesz!!!".
.
A gdy już zmrużysz oczy, by paść w słodkie ramiona Morfeusza, rozlega się dźwiek o narastającym natężeniu. Bo cóż tu kryć- niemowlę to mały terrorysta uzbrojony w broń o potężnej, bo nieznośnej sile rażenia- płacz. I prawda to, że po dwóch- trzech tygodniach rodzice uczą się jak reagować na niemalże każdy jego rodzaj. A jest ich, uwierzcie mi, całkiem sporo. Więc kiedy już z kobiety opadnie porodowa adrenalina, szwy przestają sprawiać kłopot i człowiek zaczyna już dochodzić do normy, wtedy to wlaśnie mały czlowieczek zaczyna wprowadzać swoje dyktatorskie rządy. Jestem właśnie w trakcie wdrażania w życie metody usypiania dziecka w łóżeczku, a nie jak do tej pory na rękach. Wiąże się to niestety z ostrym sprzeciwem ze strony Dominika i głośnym zgrzytaniem zębów u mamy, ale to wszystko dla naszego wspólnego dobra.
.
Jednak żeby być do końca szczerym, muszę przyznac, że inaczej niż u Barei, plusy jednak przesłaniają minusy. Wielkie rzeczy rodzą się w bólach. A Dominik to już przecież kawał chłopa.

sobota, 6 września 2008

Nadeszły nowe czasy- Maluszek jest już z nami. Nie będę nieporadnie opisywać uczuć, jakie towarzyszą takiemu wydarzeniu, bo szkoda słów na opisanie czegoś, co trzeba po prostu przeżyć. Inaczej nie da się zrozumieć emocji jakie dane jest doświadczyć nowym rodzicom, gdy po raz pierwszy ujrzą swoje dziecko.
.
Dominik całkowicie zaakceptował swój los, swój nowy dom, swoich rodziców. Jak na razie dostosowuje się znakomicie i mamy nadzieję, że tak będzie dalej. Jest w domu zaledwie od wczoraj, ale w zasadzie jest tak, jakby mieszkał tu od co najmniej 9 miesięcy :) Wiele mu do życia jeszcze nie potrzeba- je i śpi, co jakiś czas ciekawsko rozgląda się swoimi wielkimi oczkami, badając tę nową przestrzeń życiową. A my z czułością macamy jego wcale nie takie kruche ciałko, emocjonujemy się zmianami jego zachowania, czekamy na pierwszy spacer. Ot, takie radości i troski nowych rodziców. Banalne? Zadziwiająco, czasem od banału do cudu jest niedaleka droga.

środa, 27 sierpnia 2008

Dni pełne podekscytowania, oczekiwania pomieszanego z przerażeniem. Zupełnie jak przed daleką podróżą, gdy walizki juz spakowane, a do odjazdu zostało niewiele czasu. Maluszek kręci się i wierci rozpychając napietą do granic możliwości macicę, jak motyl próbujący przebić kokon, w którym dorastał do tej pięknej postaci. Wyobraźnia pracuje, w snach już trzymam Go w ramionach. Niekończące się rozmowy o Nas Trojgu- zupełnie niewiarygodne. Jeszcze nie wierzymy, choć to już tuż tuż. Jaki będzie, jak się zmienimy, kim będziemy dla siebie? Niesamowity cud stworzenia czekający na swą chwilę by rozkwitnąć.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008


.Dziewiąty miesiąc ciąży