środa, 9 lipca 2008

Moje Epifanie

Przy stoisku z wędlinami.
.
Klientka: Dziesięć plastry sopockiej.
Ekspedienyka: Dziesięć plastry?
Klientka: No to powiem inaczej- dwadzieścia deka proszę.
.
Poczułam nagłe, niespokojne poruszenie Maluszka. Humanista?
.
.
Parę minut przed ósmą. Wsiadam do auta. Na ławeczce przed klatką siedzi skulona, okrąglutka babuleńka we wrzosowej sukience w kwiaty. Na nogach sandałki i białe skarpetki z koroneczką. Namiętnie łuszczy pestki, z których łupinki utworzyły wokół biało-szary dywan. Poranne medytacje? Chwytanie ulotnych wspomnień z młodości?

wtorek, 1 lipca 2008

Kilka świetnych esejów Alana Wattsa. Jego filozofia jest mi bardzo bliska- zatopić się w teraźniejszości, zespolić ze światem, osiągać zen w codziennościach. W zasadzie całe życie to poszukiwanie zespolenia- jednych z bogiem, innych ze wszechświatem; poszukiwanie równowagi w sobie- tak jak to jest w przyrodzie, której nieodłączną częścią jesteśmy (choć dzisiaj wielu zdaje się o tym zapominać). Przejść się boso po trawie, kosztować żółto- czerwonych czereśni, wtulić się w ukochane ramiona, nosić w sobie dziecko- to wszystko ma w sobie tak wiele magii, że żądanie dalszego zaspokojenia jest zaiste herezją.
"Tajemnica życia nie jest problemem do rozwiązania,
lecz rzeczywistoscią do odczuwania."
Alan Watts

środa, 25 czerwca 2008

Czyżby męża mego dopadł tzw. "instynkt gniazda"? Nie mogę uwierzyć, że kończy ciągnące się od miesięcy niedoróbki po remoncie, porządkuje swoje przepastne zbiory płyt, pozbywa się niepotrzebnych rzeczy. Początkowo myslałam, że ten słomiany zapał wygaśnie tak szybko jak się zaczął, a tymczasem widzę, że wszystko jednak zostanie doprowadzone do końca. Oczekiwanie na dziecko stało się bardziej dyscyplinujące niż moje wielomiesięczne utyskiwania. W ten oto sposób, jeszcze nienarodzony, a już nasz potomek wychowuje sobie rodziców.
.
Wiosna- lato w rozkwicie. Moje koszulki stają się za krótkie. Pożeram kilogramy słodkich, czerwonych czereśni. Niezmiennie kojarzą mi się z wakacjami i beztroską "nicnierobienia". Funduję sobie namiastkę młodości- 7 zł za kg. Całkiem niedrogo za smak błogich wspomnień. Czyżbym popadała w melancholię? Tak, ale tylko chwilowo, bo tempo życia nie pozwala mi teraz na zagłębianie się w siebie. Czytam pobieżnie, siłuję się z lekturami- zbyt wiele rzeczy mnie rozprasza. Trawię jeszcze informacje ze szkoły rodzenia- mało tego- śnią mi się! Szaleństwo ciąży nade mną ciąży.

wtorek, 24 czerwca 2008



To płyta, którą włączam ostatnio non stop i ciągle jestem pod wrażeniem. Duffy to młoda walijska gwiazda, a "Rockferry" to jej debiutancki album. Świetne, autorskie kompozycje w nagranych oldschoolowo aranżacjach wciągają całkowicie. Niebanalny głos umila mi chwile podczas jazdy samochodem (rozpraszam się wyjąc na całą gębę refreny niektórych piosenek) i domowego lenistwa. Warto nabyć! Dla niedowiarków- recenzja z "Rolling Stone"

czwartek, 19 czerwca 2008



"Obywatelka" Manueli Gretkowskiej to po "Polce" i "Europejce" kolejny zapis życia i przemyśleń, a tym razem także i obywatelskich działań pisarki. Jestem fanką prozy Gretkowskiej i zapewne bezkrytycznie podchodzę do wszystkiego co napisze, tak więc "Obywatelka" takze przypadła mi do gustu, choć była nieco inna od powstałych wcześniej dzienników. Z racji mego stanu chętnie sięgam teraz po raz kolejny po "Polkę", w której Gretkowska opisała przeżycia związane z ciążą.
.
"Obywatelka" z kolei to niezwykłe kulisy powstawania Partii Kobiet, której spontaniczną pomysłodawczynią było Manuela. To zapis rodzących się struktur partyjnych, solidarności kobiet, ale i niezwykłej psychologii i mechanizmów władzy, na które nie wszyscy bywają odporni. W ostatnich wyborach mój głos wahał się pomiędzy PO a Partią Kobiet właśnie. Wygrała chęć dokopania w końcu PISowi, ale następnym razem postaram się wykazać większą solidarnością jajników, bo kobiety tworzące ten ruch naprawdę zasługują na podziw. Wierzę, że będą potrafiły zmienić Polskę na lepsze i to nie tylko dla kobiet. A po książkę warto sięgnąć, by przekonać się ile wytrwałości, poświęcenia, ale i dystansu potrzeba, aby tworzyć politykę.

wtorek, 17 czerwca 2008

Wykłady w szkole rodzenia- nadmiar informacji waznych i waznych jeszcze bardziej. Psychologia i fizjologia, szczepienia, kąpiele, karmienie. Przerażenie w oczach z każdą nową wiadomością, czynnością, wymaganiem jakie stawiać będzie przed nami wychowanie naszego synka. Skupieni rodzice wsłuchują się w porady specjalistów, notują, zapamiętują, by później w praktyce móc zastosować ten kosmos informacji. Pneumokoki, laktacja, ciemieniucha, kikut pępowinowy- szaleństwo pojęć oderwanych od mojego dotychczasowego życia. Nauka życia od nowa. Stworzyliśmy jedno i musimy podjąć wyzwanie.
.
Tymczasem Maluszek szaleje z całą mocą swych małych piąstek i stópek. Rozgościł się pod moimi żebrami, przekopuje macicę. W błogiej nieświadomości żyje pewien, że tak będzie już zawsze. Tymczasem natura szykuje Mu największy szok Jego życia- traumę narodzin, opuszczenia sterylnego mieszkanka na rzecz zalanego światłem i hałasem obcego świata, gdzie znajomy będzie tylko zapach mamy i jej bicie serca. I to wszystko już za dwa miesiące.

wtorek, 10 czerwca 2008

Weekend w Augustowie- błogie zmęczenie spacerami po deptaku, leniwy odpoczynek i rejs stateczkiem po okolicznych jeziorach. I oby tak częściej. W końcu jakiś quality time spędzony z mężem- bez telefonów, gonienia, mijania się w progu i sypialnianych pieleszach. A do tego wszystkiego rosnący Maluszek, "falujący w rytmie zmierzchu", przeciągający się jak kot w maminym brzuchu, co i rusz dający się we znaki swoim niespokojnym wierceniem. Rozmowy z istniejącym, choć niewidocznym Maleństwem to pierwsza lekcja rodzicielstwa pobudzająca wyobraźnię. Czy rozpoznaje nasze głosy? Czy lubi jak głaszczemy Jego wypinające się drobne ciałko?
.
Powoli i bez wariactw przygotowujemy się na Jego pojawienie się w naszym świecie. Wózek, łóżko, ubrania- to wszystko schodzi na plan drugi przy naszym totalnym braku obycia z dziećmi. Żadne z nas nie posiada w rodzinie maluchów, którymi kiedykolwiek się opiekowaliśmy. Musimy zdać się na te szczątki wiedzy, którą nabędziemy w szkole rodzenia i własny instynkt, którego, mam nadzieję, nam nie zabraknie. I mimo ogromnej tremy niecierpliwie czekamy na to, co zdarzy się pod koniec sierpnia. Prawdziwa Kinder-niespodzianka z przedłużonym terminem konsumpcji :)

wtorek, 27 maja 2008

Maluszek zaczyna pokazywać rogi, a dokładniej zaczyna wyzierać na świat swoimi maleńkimi kończynami. Jego kopnięcia i ruchy są nie tylko wyczuwalne, ale i widoczne. Wypinając się pod skórą mego brzuszka daje wszystkim znać o swoim istnieniu. "Hop, hop! Tu jestem"- zdaje się komunikować ze światem. Koledzy z kapeli z zachwytem obserwowali małego pływaka. "Teraz fakt nie podlega dyskusji- gramy już w sześcioro."
.
Ciekawa jestem jak mój dość nieregularny tryb życia i muzyczne hałasy wpływają na rozwój Malucha. Kiedy śpiewam nie czuję jego ruchów, zdaje się uspokajać, gdy słyszy nawet głośne dźwięki. Rozrabia tylko w ciszy. Dzisiaj zbudził mnie nad ranem potężnym kopniakiem. "Wstawaj Mamo!" A propos Dnia Matki- dostałam wczoraj swoje pierwsze życzenia, złożone za pośrednictwem mego małżonka. Od teraz już nic nie będzie takie samo - w oczach mego męża awansowałam na matkę.

piątek, 23 maja 2008

Po raz kolejny okazało się, że szczerość i uczciwość jest najlepszą metodą rozwiązywania powstających problemów. Prawda zawsze przebije kombinacje i kłamstwa. Zawsze, gdy gryzę się w sobie, bo mam do rozwikłania kłopot, który leży mi na sumieniu, nawet wbrew logice zawsze wybieram prawdę. I zawsze dobrze na tym wychodzę. Dzisiaj mogę odetchnąć z ulgą. Ufff...
.
Nie cierpię w sobie małostkowości, która czasem mnie dopada i sączy się jadem w moich myślach. Rozdrażnia, poniża, a z czasem wypełnia bezsensowną złością o bzdury nie mające nic wspólnego ze mną, ale na siłę wciskające się w krąg mego życia. Ale mam na to niezwodne remedium- wtulam się w takich chwilach w swego męża, a jego pozytywne nastawienie do życia przepływa na mnie wraz z ciepłem jego bezpiecznych ramion. To jedna z nielicznych bezinteresownych osób, jakie znam. Podziwiam jego zdolność kompromisu; zawsze jest chętny do pomocy, brak w nim zawiści. Często mu powtarzam: "Jak dobrze, że jesteś".
.
Bo życie to są chwile, które należy cenić i pławić się w nich, gdy przynoszą szczęście i radość. Warto też mówić o swoim szczęściu. Nie wierzę w przesądy, które pod groźbą złych uroków zawistnych ludzi, zabraniają rozgłaszania swojej radości. Zamykamy się w kręgu złych myśli, kultywujemy negatywny, pesymistyczny stosunek do otaczającej nas rzeczywistości zupełnie tak, jakby przeznaczeniem ludzi była wieczna martynologia i samotność. A przecież pomimo lęków, jakie dostarcza nam życie, wszyscy chcą być szczęśliwi. Dlaczego więc sami opakowujemy się w ten nienaturalny dla naszej natury negatywny celofan, podjudzając siebie nawzajem do jeszcze większej nienawiści do życia? Walczę z tymi ograniczeniami, próbuję się wyzwolić szukając w ludziach dobroci, optymizmu, uzależniając się od chwil radosnych i błogich, drobnostek sprawiających mi przyjemność. Kultywuję siebie i Nas- połączonych życiodajną pępowiną, porozumiewających się intuicją i delikatnymi stuknięciami z zaświatów macicy. Kultywuję Nas- połączonych miłością i wspólnym losem od tylu już lat.
Dobrze, że jesteście.

wtorek, 20 maja 2008

De gustibus non est disputandum

Ilekroć tamtędy przechodzę, wygrzewają się w porannym słońcu. Nie wiadomo, czy dopiero zaczynają, czy jeszcze nie skończyli. Kontemplują swoje żywoty nad otwartą butelczyną piwa, przyglądając się filozoficznie przechodniom podążającym do pracy. Zapewne zastanawiają się szczerze nad sensownością tego zjawiska, wszak można wolniej, spokojniej, od jednego łyku do drugiego podziwiając rozbudzoną wiosnę rozkoszować się smakiem i aromatem chmielowego trunku. A może oni też są w drodze do pracy, tylko postanowili na moment odetchnąć i nabrać większej ochoty na przeżycie tego dnia? Trudno powiedzieć, bo przecież każdego w życiu motywuje coś innego.