Moje tegoroczne urodziny zdecydowanie różniły się od poprzednich. Zamiast skupić się na sobie, sprawić sobie urodzinowy prezent w postaci szalonych zakupów czy dyskotekowo- alkoholowych harców, od rana do wieczora byłam w chwalebnej służbie Matki Polki (czytaj: mój dzień nie różnił się niczym od poprzednich). Żeby nie stosik nowości wydawniczych i płytowych, który dostałam w prezencie, w zasadzie w ogóle nie zauważyłabym, że jestem o rok starsza. Zastanawiam się teraz, kiedy w końcu skonsumuję smakowite lektury. A jest co czytać: "Senność" Kuczoka, "Balzakiana" Dehnela i "Ręka mistrza" Kinga. Dobrze, że obowiązki domowe pozwalają na słuchanie w międzyczasie muzyki, więc delektuję się Amy Winehouse i wsłuchuję w Marię Peszek.
sobota, 13 października 2007
piątek, 12 października 2007
Zbyt wiele kropel deszczu w jeden dzień i szorstkich muśnięć zimnego wiatru. Kilka źle wypowiedzianych słów. Drażniąco przyjemne wspomnienie, którego nie powinno być.
I znów spadek odporności na życie- nagły, przejmujący, płaczliwy.
.
Okrywam się kocem. „Okocuję” się przed Tobą Smutku. Nie pochłoniesz mnie. Jeszcze nie dzisiaj. Choć już czuję, że się zbliżasz. Dotykasz mnie, jeszcze delikatnie i nieśmiało, niemalże erotycznie. Chcesz rozpalić tęsknotę i szukasz czułych miejsc, by mnie pożądliwie uwieść. Rozpinasz guziki i zamki mego ciała, wsuwasz palce pod rozpaloną skórą. Chcesz się ze mną zjednać w zdradliwym uścisku, podstępnie zagłębić w myśli, przytępić zmysły. A gdy się już bezsilna poddam, brutalnie zedrzesz resztki otulającej mnie ochrony i odepchniesz od życia. Znam Cię. Już raz mnie posiadłeś, wszechogarniający Smutku.
.
Okrywam się kocem. „Okocuję” się przed Tobą Smutku. Nie pochłoniesz mnie. Jeszcze nie dzisiaj. Choć już czuję, że się zbliżasz. Dotykasz mnie, jeszcze delikatnie i nieśmiało, niemalże erotycznie. Chcesz rozpalić tęsknotę i szukasz czułych miejsc, by mnie pożądliwie uwieść. Rozpinasz guziki i zamki mego ciała, wsuwasz palce pod rozpaloną skórą. Chcesz się ze mną zjednać w zdradliwym uścisku, podstępnie zagłębić w myśli, przytępić zmysły. A gdy się już bezsilna poddam, brutalnie zedrzesz resztki otulającej mnie ochrony i odepchniesz od życia. Znam Cię. Już raz mnie posiadłeś, wszechogarniający Smutku.
czwartek, 11 października 2007
Znów „Czarodziejska góra” Manna. Tym razem sposoby doktora Behrens’a na kłopotliwych pacjentów. To także mała dygresja do afery łapówkarskiej, której niechlubną postacią stał się kardiochirurg doktor G.
.
(…)- „Niech pan się tak nie stawia”, mówi-odparł Joachim.- Przynajmniej do kogoś tak powiedział – wiemy to od starszej siostry, która była przy tym obecna i pomagała trzymać konającego. Ten człowiek w ostatniej chwili urządził okropną scenę i w żaden sposób nie chciał umrzeć. Wtedy Behrens wrzasnął na niego: „Niech się pan z łaski swojej tak nie stawia!” – i chory w tej chwili ucichł i umarł zupełnie spokojnie. (…)
(…)- „Niech pan się tak nie stawia”, mówi-odparł Joachim.- Przynajmniej do kogoś tak powiedział – wiemy to od starszej siostry, która była przy tym obecna i pomagała trzymać konającego. Ten człowiek w ostatniej chwili urządził okropną scenę i w żaden sposób nie chciał umrzeć. Wtedy Behrens wrzasnął na niego: „Niech się pan z łaski swojej tak nie stawia!” – i chory w tej chwili ucichł i umarł zupełnie spokojnie. (…)
środa, 10 października 2007
Zaleca się doceniać zalety październikowego słońca, ponieważ
„pierwsze primo”: w mroźny poranek roziskrza pokryte białym szronem, dogorywające źdźbła trawy i trawniki srebrzą się, aż zapiera dech w piersiach,
„drugie primo”: daje wyjątkowe uczucie błogości, gdy z chłodnego cienia drzew wychodzimy na wolną przestrzeń, a na policzki spływa rozkoszne ciepło.
„pierwsze primo”: w mroźny poranek roziskrza pokryte białym szronem, dogorywające źdźbła trawy i trawniki srebrzą się, aż zapiera dech w piersiach,
„drugie primo”: daje wyjątkowe uczucie błogości, gdy z chłodnego cienia drzew wychodzimy na wolną przestrzeń, a na policzki spływa rozkoszne ciepło.
wtorek, 9 października 2007
Warzywne ogródki zakończyły swój wiosenno-letni show. Żegnane entuzjastycznym szelestem spadających liści, skryły się za brunatną kurtyną przekopanej ziemi. Tylko jesienne kwiaty, wysysając ostatnie soki z umierających łodyżek, rozkwitły jeszcze feerią pomarańczy i żółci. Na przekór coraz zimniejszym wiatrom i deszczom, oddają ostatnie hołdy październikowemu słońcu.
…
Nie wiem dlaczego interesujące, ale jednak, zdanie z czytanej przeze mnie „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna (tom I w przekładzie z lat 50-tych Józefa Kramsztyka).
.
(…)Hans Castrop zwykł był mianowicie, z ustami na wpół otwartymi i nie trzymając się żadnego określonego wątku, zamyślać się o niebieskich migdałach. (…)
.
Zamyślać się o niebieskich migdałach- pięknie… . To chyba zaleta tłumaczenia- troszkę archaicznego, ale tak pełnego uroku i melodii.
…
Ciągle mam w głowie wczorajszy film „Nora” Pat’a Murphy. Namiętno- tragiczna historia wieloletniego związku Nory Barnacle i James’a Joyce’a, ich zmagania ze sobą w tej miłości pełnej skrajności i tarć, ale będącej równocześnie wielką inspiracją Joyce’a.
Przypomniało mi to ostatni film John’a Huston’a „The Dead” na podstawie jednego z opowiadań Joyce’a ze zbioru „Dublińczycy”. Mistrzostwo, zarówno prozy jak i ekranizacji.
…
Nie wiem dlaczego interesujące, ale jednak, zdanie z czytanej przeze mnie „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna (tom I w przekładzie z lat 50-tych Józefa Kramsztyka).
.
(…)Hans Castrop zwykł był mianowicie, z ustami na wpół otwartymi i nie trzymając się żadnego określonego wątku, zamyślać się o niebieskich migdałach. (…)
.
Zamyślać się o niebieskich migdałach- pięknie… . To chyba zaleta tłumaczenia- troszkę archaicznego, ale tak pełnego uroku i melodii.
…
Ciągle mam w głowie wczorajszy film „Nora” Pat’a Murphy. Namiętno- tragiczna historia wieloletniego związku Nory Barnacle i James’a Joyce’a, ich zmagania ze sobą w tej miłości pełnej skrajności i tarć, ale będącej równocześnie wielką inspiracją Joyce’a.
Przypomniało mi to ostatni film John’a Huston’a „The Dead” na podstawie jednego z opowiadań Joyce’a ze zbioru „Dublińczycy”. Mistrzostwo, zarówno prozy jak i ekranizacji.
niedziela, 7 października 2007
Kurczak w sosie koperkowym i mój własnoręcznie upieczony i przyozdobiony tort. Wytrawne wino, wyborne towarzystwo w to leniwe, niedzielne, urodzinowe popołudnie. Zamykam oczy, marzę, zdmuchuję świeczkę. Jedną, choć powinno być 27, tylko że producenci pakują je po 24. Śmieję się, że dorosłam, bo przekroczyłam dopuszczalne limity europejskie.
.
Potem siedzimy z mamą i siostrą, oglądamy nasze zdjęcia z dzieciństwa, i jest słodko i przytulnie i wcale nie żal, że tyle lat minęło. Bo jeszcze tyle przed nami. Tylko mamie zakręci się łza w oku, gdy wspomni nieżyjących dziadków. A ja się cieszę, że wciąż mam ją przy sobie, choć coraz więcej siwych włosów i zmarszczek, troskliwie okalających jej szare oczy.
…
Ostatnie „Lapidarium” Kapuścińskiego w prezencie od rodziców. Cudnie. Czekam na chwilę oddechu, na spokojne sobotnie popołudnie, bo Pan Ryszard nie pozwala odłożyć swojej książki niedoczytanej.
.
Potem siedzimy z mamą i siostrą, oglądamy nasze zdjęcia z dzieciństwa, i jest słodko i przytulnie i wcale nie żal, że tyle lat minęło. Bo jeszcze tyle przed nami. Tylko mamie zakręci się łza w oku, gdy wspomni nieżyjących dziadków. A ja się cieszę, że wciąż mam ją przy sobie, choć coraz więcej siwych włosów i zmarszczek, troskliwie okalających jej szare oczy.
…
Ostatnie „Lapidarium” Kapuścińskiego w prezencie od rodziców. Cudnie. Czekam na chwilę oddechu, na spokojne sobotnie popołudnie, bo Pan Ryszard nie pozwala odłożyć swojej książki niedoczytanej.
sobota, 6 października 2007
-„Kiedy chciałabyś dostać swój prezent urodzinowy- już dzisiaj czy jutro?”- zapytuje mąż, choć przecież mnie zna i wie, co odpowiem. Z błyskiem w oku i zniecierpliwieniem wykrzykuję, że dzisiaj, koniecznie!
Wyjmując małe czerwone opakowanie pyta:
- „Kochanie, czy nadal chcesz być moją żoną?”
A w jego dłoni już lśni „ drugi” pierścionek zaręczynowy. Łzy płynął mi po policzkach. Odpowiadam- „Koniecznie!”
…
Wkrótce ósma rocznica ślubu.
Wyjmując małe czerwone opakowanie pyta:
- „Kochanie, czy nadal chcesz być moją żoną?”
A w jego dłoni już lśni „ drugi” pierścionek zaręczynowy. Łzy płynął mi po policzkach. Odpowiadam- „Koniecznie!”
…
Wkrótce ósma rocznica ślubu.
piątek, 5 października 2007
czwartek, 4 października 2007
Nowe „Zeszyty Literackie”, a w nich Aleksander Wat i jego niezwykłe wiersze. I coś znajomego w jednej z wariacji na temat weimarskiego autoportretu Durera.
Rozmowa z lustrzanym odbiciem:
Rozmowa z lustrzanym odbiciem:
.
(…) „Kto ty jesteś?”-„Ja jestem Ty.
Jak w lustrze:
ty jesteś moim odbiciem.
Albo odwrotnie”. (…)
(…)Jest tylko ja, lecz i ono nie wie, czyim jest ja?
Czy czyimś jest ja? (…)
.
I przypominam sobie, jak pierwszy raz uświadomiłam sobie dwoistość mego istnienia. Wpatrując się intensywnie w swoje odbicie, nagle poczułam, że to co widzę, wcale nie musi być mną. Poczułam się oderwana od ciała, zawieszona w jakimś absurdalnym niebycie, gdzie oczy widzą, ale rozum nie chce uwierzyć. To, co we mnie, na moment zrezygnowało z uznania za integralne tych rąk i głowy z odbicia. Kim jestem ja? Czyim jestem ja??! Kilka sekund poza sobą… W tamtej chwili życie spotkało się ze świadomością śmierci. I już na zawsze było inne.
(…) „Kto ty jesteś?”-„Ja jestem Ty.
Jak w lustrze:
ty jesteś moim odbiciem.
Albo odwrotnie”. (…)
(…)Jest tylko ja, lecz i ono nie wie, czyim jest ja?
Czy czyimś jest ja? (…)
.
I przypominam sobie, jak pierwszy raz uświadomiłam sobie dwoistość mego istnienia. Wpatrując się intensywnie w swoje odbicie, nagle poczułam, że to co widzę, wcale nie musi być mną. Poczułam się oderwana od ciała, zawieszona w jakimś absurdalnym niebycie, gdzie oczy widzą, ale rozum nie chce uwierzyć. To, co we mnie, na moment zrezygnowało z uznania za integralne tych rąk i głowy z odbicia. Kim jestem ja? Czyim jestem ja??! Kilka sekund poza sobą… W tamtej chwili życie spotkało się ze świadomością śmierci. I już na zawsze było inne.
środa, 3 października 2007
Iwaszkiewicz pięknie w "Dzienniku" piszący o swojej homoseksualnej miłości- tragicznej, intensywnej, szamoczącej się w klatce niemożliwości. A z drugiej strony o pełni związku z żoną, bez której "nie wie co by zrobił". Rozdarcie
...
Zmieniam się. Dojrzewam psychicznie i fizycznie, ale choć niedługo skończę 27 lat, nie potrafię jeszcze nazwać siebie "kobietą". Dziewczęcość ciągle pcha mi się na usta, chociaż zaczynam sobie uświadamiać, bardziej realnie niż w czasie nastoletnich wynurzeń egzystencjalnych, kruchość siebie samej w tym paśmie życia wokół mnie. I już nie chcę się gubić w tym biegu.
Zwalniam i szukam spokojnego miejsca dla siebie. Coraz więcej zauważam, moja uwagę przyciagają drobiazgi, które jeszcze 2 lata temu nie istniały w moim polu widzenia i rozumienia. Świat staje się ciekawszy. Dojrzewanie to jednak piękna rzecz.
...
Subskrybuj:
Posty (Atom)